czwartek, 2 lutego 2012

Marion - szampon koloryzujący

Do szamponów koloryzujących w saszetkach zraziłam się już kilkanaście lat temu, kiedy to jako nastolatka na blond włosy nałożyłam sobie szampon w kolorze miedzianym. Wyszło mi coś potwornego, kolor chwycił mi tak nierównomiernie, że postanowiłam już nigdy nie używać tego typu specyfików do farbowania.  Ale jak to mówią "nigdy nie mów nigdy". Saszetkę Marion w kolorze kasztanowym kupiłam już kilka miesięcy temu. Miałam wtedy krótkie włosy w kolorze blond i zapragnęłam jakieś drastycznej zmiany. A że wszyscy odradzali mi tak ciemny kolor, szampon wylądował na dnie szuflady. W grudniu przefarbowałam włosy na rudo i gdy po 3 tygodniach kolor stał się już strasznie wyblakły a nie chciałam jeszcze używać farby postanowiłam zaryzykować. Wygrzebałam z szuflady szampon i przystąpiłam do koloryzacji :D Szampon nakłada się na umyte mokre włosy, ma konsystencję i kolor sosu czekoladowego do lodów a do tego pachnie gumą do żucia. Super co nie ? Ponieważ miałam dziwne obawy, że kolor nie chwyci mi wcale lub prawie wcale dla pewności trzymałam szampon na włosach przez 45 minut. Po tym czasie zmyłam go.... a raczej próbowałam. Zużyłam hektolitry wody zanim zorientowałam się, że woda nie zacznie spływać zupełnie czysta (przecież to szampon nie a nie farba !!!). Wytarłam włosy w stary ręcznik, wysuszyłam i doznałam szoku. Kolor wyszedł nie dość, że bardzo intensywny (piękny !!) to na dodatek na całej długości równomierny. Pomyślałam sobie super, w takim razie już zawsze będę używała saszetek zamiast farby. Mój entuzjazm opadł przy wieczornym prysznicu, gdy wystarczyło lekko zmoczyć włosy, żeby po moich plecach zaczęła spływać ciemnobrązowa woda. Nie wyobrażam sobie, jaki ubaw na ulicy mieli by ludzie gdybym wyszła z domu w deszczowy dzień bez parasola albo gdybym wybrała się na basen. Niestety woda nawet po kilku myciach włosów nadal spływała ciemnobrązowa. Włosy od momentu farbowania myłam już około 11 razy. Kolor jest już ledwo widoczny, ale nadal jest. Nie zmył się do końca (mi to pasuje, bo nadal mi się podoba). Jeśli jednak chcecie przefarbować włosy "tylko na chwilę", to radzę  trzymać szampon na włosach krócej. Choć nie wiem czy i to zagwarantuje Wam, ze zmyje się on całkowicie.

Włosy przed farbowaniem:
Włosy po farbowaniu:
 Włosy po 11 myciach:

 Nie wiem czy jeszcze kiedyś sięgnę po tego typu produkt. Ta spływająca z włosów farba przez tak długi czas jest jedynym ale zarazem ogromnym minusem tego szamponu.
Cena około 3zł.

8 komentarzy:

  1. nie lubie takich szamponow koloryzujacych

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie przepadam za szamponetkami. Obecnie używam henny i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie używam szamponetek, bo mimo obietnic nigdy nie zmywaja się do końca. Żałuje bardzo że przed laty wycofano ze sprzedaży pianki koloryzujące. Dawały intensywny efekt na kilka myć, a po tym czasie kompletnie się zmywały i był spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też kiedyś używałam szamponetki do odświeżenia koloru pomiedzy kolejnym farbowaniem. Teraz kiedy obcięłam włosy na krótko już ich nie muszę kupować, po prostu częściej farbuję farbą. O zniszczenie się nie martwię bo i tak chodzę co półtora miesiąca do fryzjera na podcięcie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Od czasu do czasu używam szamponetek aby odświeżyć sobie kolorek bez zbytniego niszczenia włosów. Z firmy marion też stosowałam, Powiem tek - szamponetka szamponetce nierówna. Mimo że często wybieram ten sam - kolor efekt i cała koloryzacja przebiega różnie. Nie wiem dlaczego. Fajne efekty są tez po użyciu szamponetek koloryzujących z Joanny.

    OdpowiedzUsuń
  6. jak za 3 zł kolorek ładny, a próbowałaś henny??

    OdpowiedzUsuń
  7. To chyba oczywiste, że szampon koloryzujący zmywa się stopniowo przy każdym myciu włosów, więc nie rozumiem tego zdziwienia podczas prysznica..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...