Skin Balance to wodoodporny podkład kryjący, występujący w 6 wariantach kolorystycznych. Zamknięty w szklanej buteleczce z dozownikiem o pojemności 30ml. Zawiera kompleks napinający skórę, ekstrakty roślinne i witaminy.
Ok, tyle z teorii, a jak się sprawuje w praktyce? Zacznijmy od jego wodoodporności. Na basenie, ani pod prysznicem go nie testowałam, ale przy lekkiej mżawce nie rozmazuje się i nie spływa z twarzy. Po przypudrowaniu utrzymuje się całkiem długo, może nawet te obiecane 12 godzien, ale na pewno pod wieczór twarz nie wygląda tak świeżo i nienagannie jak rano (tu się błyszczy, tam coś prześwituje - cudów nie ma). Ma lekką konsystencję, łatwo rozprowadza się na skórze, nie uwydatnia zmarszczek, nie przesusza, lekko matuje.
A teraz to, na co ja zwracam największą uwagę czyli krycie. Otóż kryje całkiem przyzwoicie, ale na ciemniejsze przebarwienia czy krosty i tak musimy nałożyć korektor. Nie tworzy efektu maski. Ma bardzo delikatny, słodkawy zapach.
Odcienie jakie dostałam, to najjaśniejszy nr 21 porcelain i pośredni nr 24 beige. Używam tego jasnego, ponieważ ten drugi jest dla mnie zdecydowanie za ciemny.
Wspomniana wcześniej szklana buteleczka jest odkręcana, więc bez problemu możemy wydostać z niej resztki podkładu.
Dla zainteresowanych skład:
Na twarzy mogłyście zobaczyć już ten podkład w makijażach TUTAJ i TUTAJ
Cena 20,99zł
I na koniec mam jeszcze do Was pytanie. Na jak długo wystarcza Wam opakowanie podkładu? Mi buteleczka podkładu (30ml) starcza średnio na 3-4 miesiące używania. Nie lubię nakładać tony podkładu, nawet nie potrafię, bo dużej ilości najzwyczajniej nie potrafię rozsmarować na twarzy. Jednak moja koleżanka potrafi zużyć taką butelczynę w miesiąc. Trochę mnie tym zaskoczyła, bo nie wygląda jakby tapeta miała jej zaraz odpaść z twarzy :/


