Mąż przywiózł z działki swojego taty cały wór jabłek (papierówek). Postanowiłam upiec z nich jakieś ciasto. Ponieważ pleśniaka robiłam w ostatnim czasie już tyle razy, że się wszystkim przejadł, postanowiłam upiec szarlotkę. Wyszła znakomita, więc dzielę się przepisem:Składniki:
- 2 i pół szklanki mąki
- pół szklanki śmietany 18%
- pół kostki margaryny
- 4 żółtka
- 3/4 szklanki cukru
- łyżeczka proszku do pieczenia
- 1,5 kg jabłek (jeśli damy mniej wyjdzie nam płaski placek)
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, miękką margaryną (ja wkładam ją na kilka sekund do mikrofalówki), śmietaną i żółtkami. Zagniatamy ciasto i wkładamy do lodówki (ja wkładam do zamrażarki na około 20minut). Ciasto dzielimy na dwie części. Pierwszą część wałkujemy i układamy na wysmarowanej tłuszczem blasze. Posypujemy mąką ziemniaczaną lub kaszą manną. Na to wykładamy obrane i pokrojone w plasterki jabłka i posypujemy cukrem (ja najpierw wykładam połowę jabłek i posypuje połową cukru i potem znowu jabłka i cukier). Na to wszystko kładziemy rozwałkowaną drugą połowę ciasta i wkładamy do piekarnika. Pieczemy około 45 minut w temperaturze 180 stopni. Po wystygnięciu posypujemy cukrem pudrem.
Smacznego :)
